Of the Wand and the Moon, Sieben & Irfan, – 15.04.2011, Opole
15 kwietnia anno domini 2011 to wydarzenie bez precedensu. To gorący, orientalny i pełen mistycyzmu wieczór przeradzajacy się w Noc wypełnioną magią wyrytą w starożytnych runach. W ramach festiwalu Ulica Kultury: Soundwave! tego dnia w Opolu wystąpiły: bułgarskie Irfan, Sieben oraz Of the Wand and the Moon.
Z pierwszą z gwiazd tej nocy miałem już okazję spotkać się kilka lat temu przy okazji wydanej ówczas płyty. Irfan to podróż przez prawosławne gorące południe Europy, w kierunku coraz bardziej orientalnym, wręcz arabskim. Klimaty tribalistyczne nasycone egzotyczną magią i symboliką. Zespół bardzo skupiony na muzyce, cichy wręcz. Jedynym wyjątkiem na scenie pozostaje ekspresyjna i przyciągająca uwagę mimo filigranowej figury, Denitza- wokalistka.
Sieben, wbrew pozorom Anglik z krwi i kości, skradł sporą część publiki. Showman w najlepszym tego słowa znaczeniu – albowiem zrobić koncert będąc na scenie samemu jak palec jest naprawdę trudno. Matt Howden pokazał na scenie doświadczenie i profesjonalizm. Nie jestem fanem jego muzyki, ale nie mogę go nie docenić. Myślę, że spora część publiczności przyszła właśnie dla niego.
Ja jednak przyjechałem dla Kima Larsena. Of the Wand and the Moon podsłuchiwałem sobie to tu, to tam. Nie jestem fanem z krwi i gości, nie słucham w kółko (choć to trudne, biorąc pod uwagę fakt, że ostatnia pyta Sonnenheim wydana została w roku 2005) to jednak w moim życiu co jakiś czas pojawia się czas na Of the Wand… A sam koncert?
Fantastyczny. Kim zaczarował, ukoił ciepłym głosem i delikatnymi dźwiękami gitary akustycznej. Żałować można jedynie, że koncert rozpoczął się od niezwykle pięknego, bliskiego mi utworu My devotion will never fade (prosty, acz przepiękny tekst) – bo na taki utwór czeka sie do końca. Nie zabrakło Przesileń: wpierw Letniego później Zimowego, oddzielone niesamowitym Night in Sonnenheim. Czarę melancholii przepełniło doskonałe Lost in Emptiness by zakończyć występ mrocznym Lucifer. Na sam koniec Kim i Matt zafundowali nam nie lada niespodziankę kruszącą serca: I crave for You.
To był wyjątkowy wieczór. Niesamowite kapele, które w większości nigdy nie wystąpiły na tej ziemi, ciekawe miejsce – Opole, genialne wprost nagłośnienie. Ogromne brawa dla organizatorów – przede wszystkim dlatego, ze zrobili to, czego nikt wcześniej nie zrobił. Zaprosili Kima Larsena na koncert – i nie spieprzyli tego. Co więcej: zrobili to naprawdę dobrze. Kiedy zapytałem Kima, dlaczego nigdy wcześniej nie zagrał w naszym kraju, odparł z rozbrajającą szczerością : “nikt mnie o to nie poprosił”. I tylko się zastanawiam: jak wiele innych fantastycznych kapel nie wystąpiło nigdy w Polsce bo ich nikt nie zaprosił? Eh.
Kolejna sprawa – nagłośnienie. Śmiem twierdzić, że w mojej stukoncertowej karierze (udokumentowane na last.fm
) ten był nagłośniony najlepiej. Przebił nawet niedawny koncert Paradise Lost w londyńskim HMV Forum. Po raz pierwszy miałem ogromną przyjemność być na koncercie, gdzie było słychać każdy najcichszy nawet dźwięk czy szept a jednocześnie nie ogłuchłem (ba, fotografując nie musiałem używać stoperów). Panowie dźwiękowcy – czapki z głów. Zresztą, posłuchajcie sami:
Raz jeszcze, ogromne brawa dla Opolan. Co nie udało się Warszawie, Krakowowi, Katowicom czy nawet Wrockowi znanemu z tego typu dark ambient martial koncertów – zrobili Opolanie. Tak trzymać!
i.
ps. zdjęcia pod postem będą pojawiały się sukcesywnie. Wróć tu wkrótce.
Zapraszam do komentowania!
Tags: festiwal, gigs, irfan, koncerty, of the wand and the moon, opole, sieben, soundwave
This entry was posted on Saturday, April 16th, 2011 at 8:19 pm
You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed.




A ja powiem, że choć koncert “Of the wand…” technicznie był doskonały, to brakowało w nim jednej rzeczy – kontaktu z publicznością. Być może wynika to z natury granej muzyki, ale samo “Thank you” i “cheers” to trochę mało…
Kontakt był. Może faktycznie nie w trakcie koncertu, ale w końcu mają grać, a nie gadać. Za to przed koncertem, po koncercie i na afterze… Zdjęcia, autografy, rozmowy, wspólne piwo, nie było z tym najmniejszego problemu, a to bardzo sobie u artystów cenię. Taką ‘dostępność’ dla fanów.
@ autor: Lars Nielsen… A nie Kim Larsen?
Fakt, fajnie jest pogadać sobie po koncercie i faktycznie, wiele “gwiazd” (hahah) sceny industrial/ neofolk nie ma z tym problemu. I tak powinno być;]
Strasznie żałuję,że nie dotarłam do Opola…Będę polować na Wandów następnym razem:)
Kim Larsen.
A nagłośnienie nie było aż tak dobre jak Pan pisze. Owszem nie pierdziało ale to jeszcze nie znaczy że było wybitnie. Momentami wszystko zlewało się w jedną pulpe. O ile Mattowi to nie zaszkodziło to Of the Wand and the Moon na tym ucierpiało. Szczególnie wokal.
Pozdrawiam.
Dziękuję wszystkim za komentarze!
@malkontent – nie zgadzam się z Tobą, że kontaktu nie było. Może taki po prostu jest Larsen? Skandynawska rezerwa albo po prostu nie jest showmanem. Natomiast prawdą jest, co pisze clandestino – przed koncertem można było spokojnie podejść, porozmawiać, uścisnąć dłoń. Dowody w załączonych zdjęciach
Nagłośnienie – rzecz moim zdaniem subiektywna. Dla mnie było rewelacyjne.
@ wszyscy – oczywiście, Kim Larsen. Chmielowe chochliki dały o sobie znać.
A ja będę się upierał przy swoim. Co z tego że był dobry kontakt PO koncercie czy afterparty, skoro nie mogłem tam być? Nie zmienia to faktu że koncert był super:).
Co do nagłośnienia, to jak na mój gust trochę za słabo słychać było klawisze. Oprócz tego bez większych zastrzeżeń.
@ malkontent – zależy, jakiego kontaktu oczekujesz. Ja tam jestem kontent
First of all: thanks to all those that showed up, we really enjoyed playing in Opole as well as talking to all the friendly people we met there. And not least to the organizers who did a great job.
About the audience contact thing: well, its hard to be compared to Matt in that respect. He’s just an amazing showman in the best meaning of the word. It’s not because we don’t want contact with the audience, it just don’t feel so natural for us as it does for Matt.
No doubt, we’d love to come back to Poland at some point. Opole or else where.
Cheers
Niels, OTWATM
About the contact with the audience. Well, it was ok, as you play calm music ‘hello’ and ‘bye’ are sufficient. Nobody expects you to throw yourselves in a crowd. Maybe some more talking between songs would be nice. You know, two or three sentences about the song you’re going to play, or simple ‘Hello Poland!’. We, the audience, like such talk.
Anyhow, you did great. Keep it up. I really expect you to come back to Poland!
R.
Zgadzam się z Nielsem, organizatorzy zasługują na brawa. Świetne brzmienie, szybka zmiana zespołów na scenie, sympatyczne i pomocne osoby zarówno przy wejściu jak i w “merch’u”. Nastrojowe światła (zwłaszcza na Irfan!), które w ogromnym stopniu przyczyniły się do niezwykłej atmosfery koncertów.

I jeszcze piwko za 5PLN
Jedyne czego mi brakowało to lepsze oznakowanie miasta: jedna ze strzałeczek mnie zmyliła i chwilkę się błąkałam. Chociaż nie powinnam winić nikogo za swoją nieznajomość topografii miasta
Jeśli zaś chodzi o kontakt z publicznością: wystarczyło spojrzeć na szczery ale nieco zakłopotany uśmiech Kima w przerwach między kawałkami. Myślę, że przesadne gadanie ze sceny też nie byłoby dobre – nie przy takiej muzyce, nie w takiej atmosferze. Poza tym, jak ktoś wspomniał wcześniej, można było zaczepić chłopaków przed/po koncercie i spędzić chwilę na miłej rozmowie.
Niels, how come you replied to posts written in Polish
??? It was great to see/hear you last Friday. I take your words as a declaration of comming back to PL. As you could see, many of us are waiting for you here. Cheers,
well, I guess he used Google Tranlator:D
http://www.facebook.com/event.php?eid=205102406190765
Opowieści wyryte runami w kamieniu, czyli relacja z festiwalu Ulica Kultury: Soundwave! z koncertami :Of the Wand and the Moon:, Sieben, Irfan. Oczywiscie nie zabraknie porcji nowości, z premierą nowego utworu Riverside na czele oraz nową propozycją od najstarszych rodzimych pogan z Thy Worshiper.
Bracia i Siostry, przybywajcie!
zagraliśmy:
Thy Worshiper – Misterium IV
Arafel – Kurga
SuidAkrA – Feats Of War
Amon Amarth – War of the Gods
Woods of Ypres – Everything I Touch Turns to Gold (Then to Coal)
Of the Wand and the Moon – Here’s an Ode – Live at Ulica Kultury: Soundwave!
Thy Worshiper – Wschód
Sadly, Matt Howden is a socially irresponsible and reprehensible narcissistic sociopath who betray people as easily as taking a breath.
Harsh words… I must say. Making such allegations without leaving your name nor email makes you a bit incredulous. Don’t you think?
I think it was Ewa W., Matt’s former girlfriend – don’t bother, she’s insane.
haha, for sure;)
I think we should stick to judging the music/performance, if judging anything at all
Cheers,
True – don’t stick to the sick
@makaronik – I simply used google translater from polish to danish. Far from perfect but sometimes good enough to get the essence of people are writing.
Szkoda, że nie zagrali “Honour” / Jeg ville ønske jeg havde spillet en “Honour” (by Google translate)
Też żałuję. Pytałem Kima, czemu nie zagrali tej piosenki; powiedział że ‘no particular reason’. Więc… Może następnym razem :>
Wracając do tematu, od którego nieco odeszliśmy:) Koncert fantastyczny – każdy jeden zespół zaprezentował się znakomicie. Brawa dla organizatorów (kolejne) za odwagę i świetne ogarnięcie całego zamieszania:) Świetny klub!!! Czekamy na kolejną edycję!!!! Może faktycznie Opole stanie się małym polskim zagłębiem neofolku?
Ja bym wolał, żeby Wrocław, było by do kompletu z industrialem
There is nothing off topic about criticizing Matt Howden’s idiotic behavior as it strongly affect his ability as an artist. Has he achieved anything of merit since Sex and Wildflowers. Too busy with the gropies, I reckon. Anyone who witnessed his little escapade with Ola Wa must feel sorry for his poor wife.
Noone is interested in what Matt does/does not in his private life. And, truly, anonymous attemps to insult anyone are more than poor. Seriously – give us a break.
“Has he achieved anything of merit since Sex and Wildflowers. ”
I’m not a fan of recent Sieben records, but i can’t agree with such opinion. Of course, 2003 was a good year for Matt, and i don’t mean just “Sex and Wildflowers” – he also colaborated whith Tony Wakeford and released one of the best neofolk album ever : Woormwood. But since then, he has recorded amazing “Ogham Inside The Night” (2005), which is at least as fine as “Sex and Wildflowers”. When it comes to his recent albums, i’d recommend “The Matter of Britain”.
I really liked Ogham and Sex and Wildflowers, and totally agree on Wormwood. However I find Desire Rites really odd, it is s ooooversharing on Howdens private life. I didn´t bother to buy the lates album, as the snippets on My Space was really boring.
But Howden sure has some fire live – too bad it doesn´t transmit to the recordnings.